DIGITAL CAMERA

Drodzy czytelnicy. Dziś po raz pierwszy odwiedziłem wspaniałe, trójwymiarowe kino IMAX. Bardzo mi się podobało. Ekran był niesamowicie duży. Ludzi tyle, co w życiu nie widziałem a film naprawdę ekstra. Dziś, na moim blogu, opowiem o tym jak było.

Do kina dotarłem tuż przed zaplanowaną godziną seansu. Nie wiem dlaczego, ale przed salą było już naprawdę dużo osób. To naprawdę dziwne, że można przyjść do kina wcześniej. Nie wiem jak inni ale ja, dostałem zaproszenie, które upoważniało mnie do odbioru darmowej Coca-Coli i popcornu. Wszyscy zebrani mieli podobne zestawy, dlatego nieco zmartwiłem się, że dla mnie może zabraknąć, dlatego czym prędzej przepchnąłem się przez tłum w kierunku kas z jedzeniem, po drodze wpadając na kilka nieuważnych osób. Zwierzęta. Przy kasie, ze smutkiem stwierdziłem, że nie jest to największy z dostępnych zestawów ale na szczęście było ze mną dziecko, które przecież nie zje wszystkiego. Pracownicy kina, zaczęli wpuszczać pierwszych widzów więc szybko przecisnęliśmy się z Młodym przez tłum żeby dostać zupełnie nowe okulary do filmów 3D. Warto tu dodać, że były za darmo więc chyba nikogo nie dziwi, że wcisnąłem się w kolejkę. A jakby zabrakło? Stojąc w kolejce po okulary, mój wzrok przykuły bardzo dziwne, dymiące kubeczki, które trzymał jeden z pracowników kina. Widok tajemniczego trunku naprawdę mnie zahipnotyzował, dlatego kazałem Młodemu pilnować wejścia na salę a sam udałem się po cudowny napój. Po drodze załapałem się jeszcze na lody. Okazało się, że te wszystkie, wspaniałe rarytasy, są również za darmo więc kiedy już się napiłem, poszedłem zmienić syna i wysłałem go po kolejny kubeczek molekularnego eliksiru oraz naczynko z lodami. Przy wejściu do sali kinowej było dość luźno więc dla pewności, że na pewno zajmę dobre miejsce niby od niechcenia, pchnąłem kilka razy zebranych tam ludzi, żeby szybciej znaleźli się w środku. Na szczęście, na sali, znalazło się kilka innych, trzeźwo myślących osób, które uczyniły to samo. Dzięki temu, przy drzwiach zrobił się ścisk, a ja szybciej mogłem dostać się na salę. Mogli nie brać tyle popcornu jak wiedzieli że może się wysypać, tak? Kiedy w końcu sala się otworzyła, poleciałem, szybko zająć miejsce z tyłu. Po drodze, przewróciła się jakaś pani w wieku mocno emerytalnym, ale miejsca nie były biletowane więc sami rozumiecie że nie mogłem jej pomóc. Poza tym, mogła siedzieć w domu. W końcu się udało. Kiedy tylko usiedliśmy z Młodym na swoich miejscach i nasz rząd zapełnił się już ludźmi, wysłałem młodego po kolejną porcję lodów. Kiedy był w połowie drogi do wyjścia, pomyślałem, że w sumie co mi tam. Zająłem miejsca kurtkami i poszedłem razem z nim. Czasami mam wrażenie, że ludzie nie myślą. Co skłania ich do tego, żeby rozłożyć się z kurtkami w przejściu, kiedy akurat idę po drobną przekąskę. Nie można ułożyć ubrań na fotelu obok? Jak wróciliśmy z Młodym na salę, zauważyłem kumpla z pracy cztery rzędy przed nami. Nie chciałem wychodzić na chama, więc poszedłem się przywitać. Przeszedłem te cztery rzędy ludzi, podałem mu rękę mówiąc “cześć” i wróciłem na miejsce. Kultura musi być, co nie? Film już się prawie zaczynał, ale Młodemu zachciało się siku więc jeszcze raz musieliśmy opuścić salę, mijając tych wszystkich ludzi, którzy nie potrafią uszanować tego, że między rzędami siedzeń, w trakcie seansu, ktoś może się poruszać. Wróciliśmy na miejsca i w spokoju obejrzeliśmy film*.

*Żadna część tej historii nie została zmyślona. Jej narrator jest personifikacją kilkunastu osób zebranych na sali.

***

Cinema City, dzięki za zaproszenie i bardzo miły, przedświąteczny prezent. Bardzo współczuję wam i waszym pracownikom tego, że na co dzień musicie użerać się z bydłem a potem jeszcze zapraszać je do siebie na przedpremierowe pokazy filmów. Znosicie to naprawdę dzielnie.

Trzy słowa o filmie: Na dwóch poprzednich Hobbitach trochę się wynudziłem ale Bitwa Pięciu Armii naprawdę zrekompensowała ten zastój. Dwie i pół godziny akcji bez przerwy, którą dodatkowo potęgowały IMAXowe efekty. Legolas zabijaka, skaczący po spadających blokach lodu, rudy krasnolud na świni i oczywiście Kate z Lostów, z elfimi uszami (10/10). Jak dla mnie trzy wystarczające powody, żeby iść do kina jeszcze raz.

PS. SPOILER ALERT: śmiałek zabija smoka.

Foto: Gilles Klein, Dubravko Soric 

Jakby co to te przyciski podają dalej:

*a jak korzystasz z AdBlocka to w ogóle ich nie widzisz