Kilka tygodni temu, przygotowywałem materiał dla Angory, dotyczący youtuberów. To było gdzieś w okolicach premiery Kropek, a ponieważ trochę mi zajęło, żeby pozbierać szczękę z podłogi, po obejrzeniu tego wideo, Włodek Markowicz był pierwszą osobą, którą poprosiłem o rozmowę. Zeszła nam prawie godzina. W artykule, który ukazał się w gazecie, pojawiło się zaledwie kilka zdań, dlatego dziś, z przyjemnością dzielę się z wami zapisem całej naszej rozmowy. 

Charakter całego tekstu, który ukazał się w Angorze, miał przybliżyć „użytkownikom” starych mediów, funkcjonowanie polskiej sceny YouTube. Dla osób, które na co dzień „żyją” w sieci, odpowiedzi na niektóre pytania mogą wydawać się dość oczywiste. Mimo wszystko, czytając wywiad z Włodkiem po kilku tygodniach, stwierdzam, że jest to chyba jedna z ciekawszych rozmów, jaką zdarzyło mi się przekuć w tekst. Myślę, że po tegorocznej prelekcji Blog Forum Gdańsk, będzie to świetne uzupełnienie warsztatów o emocjach.

Ubolewam, że w sieci, tak rzadko zdarza mi się czytać długie wywiady z inspirującymi ludźmi. Wiele tematów traktowanych jest bardzo po macoszemu. Trzy pytania i koniec. Tym bardziej cieszę się, że Włodek Markowicz znalazł trochę więcej czasu. Mam nadzieję, że sam znajdę go więcej, żeby częściej publikować takie materiały.

Bartłomiej Luzak: Czy YouTube jest teraz Twoją jedyną pracą? Czy zajmujesz się czymś jeszcze?

Włodek Markowicz: Tak, jedyną.

Wybacz, że od razu zaczynamy od pieniędzy, ale wiele osób interesuje kwestia monetyzacji działań na YouTube. Jak wygląda to w Twoim przypadku? AdSense pozwala ci się utrzymać czy może współpracujesz z jakimiś markami?

Na chwilę obecną finansowanie leży po mojej stronie. AdSense dla większości youtuberów jest tylko kropelką w morzu z tego, co można zarobić na YouTube. Większość twórców sprzedaje nie tyle wyświetlenia, co swoją markę. Wizerunek, twarz, platformę i możliwość dotarcia do widzów. Działa to dokładnie jak billboardy na mieście, tylko w nieco bardziej wiarygodny sposób. W obu przypadkach przekaz dociera do ludzi. Wizerunek youtubera jest jednak bardziej szczery i autentyczny. Większe jest również zaangażowanie widzów. I właśnie dlatego marki coraz częściej decydują się na współpracę z nami, mimo że to wciąż dość pionierski rynek. Jeśli chodzi o AdSense, nigdy nie uzyskasz obiektywnej odpowiedzi dotyczącej całego YouTube. To bardzo zależy od okresu w roku. Trochę też od kanału i wielu innych czynników. Na Boże Narodzenie masz większe stawki niż teraz. Reklamodawcy chętniej wydają pieniądze, przez co Google może zapłacić więcej youtuberom. Krzysiek Gonciarz napisał ostatnio, że na 3 milionach wyświetleń zarobił 1500 zł. Sam ostatnio wystawiłem fakturę za 1 milion wyświetleń na kwotę 500 zł. Sam widzisz jak to wygląda. To na pewno nie są to stawki, za które można się utrzymać. Te wyświetlenia to jednak nie jest byle co. Jeśli program telewizyjny ma oglądalność na poziomie 40 tysięcy osób, to nie są to małe liczby. Zarabia dźwiękowiec, operator, montażysta itd. Tutaj ten schemat biznesowy wygląda zupełnie inaczej. To, na czym można zarabiać, to przede wszystkim wizerunek, który jest atrakcyjny dla marek. Youtuber pojawia się w filmie, robi relacje, w wideo lokuje się produkty lub materiał jest po prostu elementem większej kampanii. I właśnie to jest naszym głównym źródłem dochodu.

Nie zauważyłem, żeby na Twoich filmach pojawiała się obecnie reklama. Czy chcesz zbudować najpierw swoją markę, aby uniknąć kojarzenia Cię z Lekko Stronniczymi? A może współprace z markami działają gdzieś w ukryciu?

Nie są widoczne, bo ich nie ma. Moja strategia działania nie jest taka jak u innych. Cały czas rozwijam swoje portfolio i siebie. Kiedy przyjdzie taki moment, że na moim kanale pojawią się materiały sponsorowane, to będą sponsorowane tylko dlatego, że po prostu chcę je zrobić i przy okazji zarobić na nich pieniądze. Chciałbym forsować ten kierunek. Nie tyle u siebie, co u innych. Materiał jest fajny dla ciebie, bez względu na to czy jest tam sponsor. A jeśli już takowy się pojawia, to w niczym nie przeszkadza, bo dobrze pasuje do contentu, który sam w sobie jest dobry. Bardzo mocno wierzę, że reklama też może być fajna. Bo to taki sam produkt czy taki sam filmik jak każdy inny. Niezależnie czy jest tam sponsor czy nie. Ludzie wychodzą z założenia, że reklama nie może być dobra. Pokazał puszkę trzy razy, wypił i powiedział, że smaczne. Wierzę, że wszystko da się zaprezentować lepiej. Wymaga to jednak większego zaangażowania i wysiłku. Za każdą zmianą w kampanii stoi człowiek, który musi iść do swojego szefa i wytłumaczyć, że powinno być tak, a nie inaczej. Ludzie nie chcą się nadstawiać i najczęściej wyrzuca się fajne pomysły, które mogły być lepsze niż pierwotne. W związku ze „spychologią”, którą stosuje się zdecydowanie za często, nikomu się nie chce robić fajnych rzeczy. Zobaczymy jak mi to wyjdzie, nie chcę robić z siebie mesjasza, ale to jest coś, w co wierzę.

Coś w tym jest, bo sam to widzę, jeśli chodzi o współpracę z markami, którym chciałoby się coś wyjaśnić, aby zrealizować projekt lepiej i z pomysłem, ale zazwyczaj po drodze pojawia się kilku „junior account cośtam” i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć… Życzyłbym Ci tego, żeby twój przykład pokazał innym, że czasami warto trochę bardziej zaufać. Choć youtuberzy i blogerzy też mają swoje „za uszami”. Z jednej strony chcieliby zachowywać tą autentyczność, ale z drugiej, kiedy na horyzoncie pojawia się kasa, to bywa różnie i często o tym zapominają…

Nawet nie tyle zapominają. To jest po prostu trudna umiejętność. Masz w głowie zupełnie inny zestaw pytań i trudno jest zachować autentyczność, kiedy ktoś czegoś od ciebie wymaga. Stąd się bierze inna świadomość u człowieka. Ona się zmienia przy dealach, które robisz nie dla siebie i swoich widzów, tylko dla kogoś innego. Chcesz zrobić to jak najlepiej. Pojawia się taki naturalny stres w człowieku. Zaczynasz się spinać. I to wychodzi znacznie gorzej niż gdybyś w ogóle o tym nie myślał. To dlatego, że się starasz. Staranie się wywołuje taką nerwicę, a ludzie czują to podenerwowanie. Na pewno dobrze robią to chłopaki z Abstrachuje. Chodzi mi o ten mniej lub bardziej ukryty product placement. Nie widzę u nich różnicy między sposobem w pisaniu odcinków czy grze aktorskiej, jeśli chodzi o filmy sponsorowane i niesponsorowane. Oni są w stanie pogodzić to naprawdę dobrze.

W przypadku takiego contentu, jaki robią Abstrachuje, nie jest to znowu takim dużym wyzwaniem. Ale podejmując poważniejsze tematy, nie jest już chyba tak łatwo…

No jasne. To jest czasami w ogóle nierealne. Nie jest możliwe, żebym pozyskał sponsora na przykład do odcinka o Aushwitz. To jest nie do pogodzenia. Na moim kanale będą pojawiać się materiały poważniejsze i takie nieco bardziej lajtowe, nie aż tak głębokie.

Przypomniały mi się filmy, które w ciągu ostatnich miesięcy opublikowała Natalia Hatalska. Czy właśnie w tego typu produkcjach widzisz siebie? Na zasadzie: mam świetny pomysł na serię filmów, idę do Orange i oni, z racji tego, że idea jest spoko, zostają mecenasem projektu?

Na dobrą sprawę jest Orange i jest PZU. To są takie dwie firmy, które świetnie ogarniają blogosferę i vlogosferę. Głównie za sprawą Tomka Sulewskiego z Orange i Agaty Lipiec z PZU. Oni świetnie znają środowisko i jest im łatwiej przekonać do swojego pomysłu. Natomiast to, co robi Natalia Hatalska, to po prostu content dla dorosłych. On rządzi się trochę innymi prawami niż ten „dla wszystkich i dla młodszych”. Bo to, co robisz dla „wszystkich” po części, musi też być też tym „dla młodszych”. Ja bym bardzo chciał robić coś takiego, że mam pomysł, idę z nim do kogoś i ten ktoś mówi spoko, zostaję mecenasem tego projektu. Nie wiem czy kojarzysz Konrada Kruczkoskiego z bloga Halo Ziemia. On działa dokładnie na takich zasadach. Naprawdę trzymam kciuki. Konrad jest bezkompromisowy i fantastycznie odrywa się od tej całej marketingowej rzeczywistości blogerów.

Ciesze się, że nawiązałeś do Konrada, bo mam wrażenie, że przyświecają wam podobne idee. Jego prelekcja na See Bloggers była rewelacyjna. Nie wiem czy miałeś okazję obejrzeć transmisję. Nie czytałem wcześniej jego bloga, ale naprawdę zaimponowało mi to co mówił. Niesamowite podejście i oddanie sprawie, które, co tu dużo mówić, w blogosferze nie zdarza się chyba zbyt często… Czekam z niecierpliwością na projekt Halo Człowiek (projekt już wystartował, szczegóły znajdziecie TUTAJ).

No właśnie. Nie było mnie na konferencji, ale widziałem tweety. Przeczytałem kilka cytatów z prelekcji i napisałem do Konrada, że zapraszam go na piwo jak tylko wróci z Gdyni. Wczoraj pierwszy raz byłem z nim na spotkaniu (moja rozmowa z Włodkiem odbyła się w połowie sierpnia). To jest naprawdę bardzo fajny człowiek. I ten projekt Halo Człowiek realizuje właśnie z marką Orange.

W ostatnich dniach pojawiła się informacja o tym, że polscy youtuberzy w końcu będą mogli udostępniać na swoich kanałach płatny content. Myślisz, że to zadziała?

Wczoraj dostałem maila, że coś takiego się pojawiło. Póki co, nie sądzę, żeby sprawdziło się to w moim przypadku. Najlepszą reklamą dla ciebie i dla twojego produktu jest sam produkt. Ograniczenia tego tylko dla tych, którzy płacą, jest przestrzelonym pomysłem. Być może da się to rozegrać strategicznie, rozdzielając treści na content płatny i niepłatny. Przykładowo: żeby płacić za dodatkowe minuty darmowego materiału. Mimo tego wierzę, że żyjemy w takiej epoce, że bezpłatny content jest kluczem do sukcesu. To jest taka sama bzdura jak płacenie za gazety internetowe. Kurde, czy ktoś serio za to płaci? To naprawdę robi różnicę wydawcom? Czy to nie są pieniądze, które mogą pozyskać od pierwszego lepszego sponsora? Być może taki model się u kogoś sprawdza, ale wierzę, że działamy w takich czasach, że twoim problemem jest znalezienie sposobu na zarobienie, a nie kazanie ludziom płacić. Wątpię, żeby to działało.

W Polsce to chyba jest również kwestia naszej mentalności. Widzę po ludziach, że zapłacenie 10 złotych za konto na Spotify jest problemem, bo przecież można mieć za darmo z reklamami…

Ja się nie dziwię. Dla mnie 20 złotych to nie jest problem, ale mogę sobie wyobrazić, że dla wielu osób może to być duża kwota.

Rozumiem o co ci chodzi. Tylko biorąc pod uwagę, że masz wreszcie legalny dostęp do tak ogromnych zasobów muzyki, to naprawdę uczciwe rozwiązanie. Warto pomyśleć nieco inaczej niż w kategorii 2-3 piw, które mogę za to kupić. Nareszcie mamy dostęp do taniej i legalnej muzyki w dobrej jakości.

No tak. Zgadzam się z tym w stu procentach. Odkąd mam Spotify, w ogóle nie istnieje dla mnie temat piractwa. Ta kwestia faktycznie umarła. Nawet jeśli nie ma czegoś na serwisach streamingowych, szukam tego na YouTube. I to nie iTunes, tak jak wcześniej się mówiło, tylko właśnie Spotify miało na to największy wpływ. Nie chcę tu jednak łączyć Spotify i YouTube. Tutaj płacisz tylko za jeden kanał, a nie za dostęp do całego serwisu.

Rozmawiając z ludźmi, którzy oglądają YouTube, mam wrażenie, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z ilości pracy, jaką trzeba włożyć w wyprodukowanie dobrego jakościowo odcinka. Jak to wygląda u ciebie? Jestem ciekaw, ile zajmują poszczególne etapy produkcyjne.

To bardzo mocno zależy od odcinka. Nie jest tak, że każdy jest inny, ale jednak są pewne różnice, które mocno definiują czas pracy. Co ciekawe, to w ogóle nie ma przełożenia na liczbę wyświetleń. Gdybym chciał zarabiać na YouTube i to byłaby moja jedyna motywacja do działania, to po prostu robiłbym ten content, który „żre” najlepiej. Po prostu siadałbym przed kamerką i gadał. Bo mam o czym mówić. Tylko kiedy ja już chcę o czymś gadać, to robię taki reasearch, żeby zostawić tylko to, co w moim odczuciu jest najważniejsze. Opowiem Ci o tym na przykładzie odcinka o Gruzji albo o Kubie muzyku czy The Glory. To są odcinki, gdzie większość czasu pochłania kręcenie, mniej ustalanie tego jak to zrobić. Przy The Glory zjeździłem pół Polski. Zrobiłem około 3 tysięcy kilometrów. Tylko po to, żeby zbadać temat. Kręcenie zajęło tam najwięcej czasu. Natomiast w odcinku o Aushwitz przez 5-6 dni chciałem przemyśleć sobie w głowie, co chcę powiedzieć. Nie chciałem, żeby to wyglądało jak rozmowa przy piwie pt. „Ej, co sądzisz o Aushwitz?”. Wielokrotnie już mówiłem o tym, że lubię przeciągać sam moment nagrania tak długo jak się tylko da. Cały czas koryguję sobie w głowie to, co gdzieś tam ustaliłem w notatkach, na rzecz czegoś fajniejszego. W czasie trwania tego procesu widzę, że to działa. Im dłużej nad czymś myślę, tym lepiej to wychodzi.

Mówisz o notatkach. Piszesz na początku coś w rodzaju eseju, który jest później bazą do scenariusza? Układasz punkty? Jak to wygląda?

Miałem tak, że zanim rozpocząłem pracę nad tym kanałem, wszystkie pomysły układałem w głowie. Jestem takim marzycielem, który zawsze będzie skarcony za bujanie w obłokach. Wiesz, taki typ, który na imprezie stoi ze szklanką i patrzy w sufit. Zdecydowanie więcej siedzę w głowie niż na zewnątrz. Nigdy też nie potrzebowałem kalendarza. Zauważyłem jednak, że mam bardzo dużo ulotnych myśli. Jeśli ich nie uchwycę, mogą nie wrócić. I z tego powodu zawsze mam przy sobie telefon, gdzie zapisuję krótkie myśli na dwa, trzy słowa. I tak właśnie wygląda scenariusz odcinka. Mając przed sobą te „hasła”, wiem w całości, co chcę powiedzieć.

A czy tysiąc odcinków, które zrobiłeś z Karolem jako Lekko Stronniczy, wpłynęły jakoś na tą twoją lekkość opowiadania? Czy to tworzenie fantastycznych historii na podstawie 3 kluczowych słów to umiejętność wrodzona, czy może setki godzin pracy nad tamtymi materiałami?

Na pewno nie chodzi o liczbę tysiąc. Najważniejsze jest obycie z kamerą. To pozwala ułożyć w głowie ramy, wokół których możesz działać. Ludzie stresują się przed kamerą, bo boją się, że źle wypadną. Po X godzinach dochodzisz jednak do wniosku, że nic złego nie może się wydarzyć. Minęło jakieś 100-200 odcinków Lekko Stronniczych, zanim nabrałem pewnej odwagi. Nie doświadczenie było najważniejsze, tylko to, z czym wychodziłem przed kamerę. Zawsze słyszymy, że na szklanym ekranie trzeba robić show i zabawiać ludzi. Faktycznie, jest to pewna droga. Nie krytykuję tego i nie chcę demonizować, że nie powinno się tak robić. Odkryłem natomiast, że nie jest to droga dla mnie. W moim przypadku to nie działa i zupełnie mnie nie bawi. Jeśli nie jestem w stanie być sobą przed kamerą, to po prostu się męczę. Podobnie mam zresztą na imprezach masowych albo po prostu takich, gdzie jest więcej niż 5 osób. Mam wrażenie, że jestem taką postacią z gry, której ucieka pasek życia. I tak samo mam przed kamerą.

Mam chyba podobne odczucia, jeśli chodzi o autoprezentację przed kamerą. Bardzo często czuję, że nie do końca jestem to ja, tylko pewnego rodzaju kreacja. Myślisz, że wypracowanie takiego „siebie” przed kamerą przychodzi z czasem?

Myślę, że muszą do tego doprowadzić własne wnioski. Sam musisz do tego dojść, tylko warto zadać sobie pytanie, czy jest to możliwe na początku drogi. Czy jesteś w stanie rozdzielić kreację od nie-kreacji. Nawet jeśli, jak sam mówisz, potrafisz dostrzec, że założyłeś maskę, nie jesteś w stanie rozpoznać jak ona wygląda, jak się kreuje i dlaczego się pojawia. Doświadczenie na pewno ma na to duży wpływ. Bardzo mało osób jest w stanie być sobą za pierwszym czy nawet za dwudziestym razem. W Stanach ludzie mają o wiele łatwiej. Zawsze powtarzałem, że YouTube w Polsce nigdy nie stanie się popularny. Oczywiście bardzo się pomyliłem, ale chodziło mi o to, że u nas ludzie nie mają tej łatwości w byciu naturalnym. Nie potrafią się odblokować, bo za mało znają siebie. Okazuje się, że to jednak nie było potrzebne. Znam mnóstwo twórców, którzy świetnie sobie radzą, ale wiem, że tam przed kamerą to nie są oni. Ich to nie męczy, widzowie tego nie dostrzegają i to działa. Nie chcę mówić, że to jest złe, ale ja po prostu w to nie wierzę.

Znowu muszę się zgodzić. Wydaje mi się, że stworzenie takiej kreacji w wielu przypadkach może być pozytywnym zabiegiem. To jednocześnie odcina prywatność od tego, co dzieje się na YouTube. To po prostu kwestia dogadania się samemu ze sobą. Czy oglądanie siebie w jakieś roli jest dla ciebie ok…

Myślę, że odcięcie kreacji bardzo mocno rozwija. Mówię to z doświadczenia i z pełną świadomością. Każdy ma swój kierunek, swoją pasję i swoją drogę. Odcięcie tej kreacji pozwala pokazywać określone tematy jeszcze mocniej i jeszcze bardziej autentycznie. Mam wrażenie, że zakładając maskę, zawsze stoisz w miejscu.

Czułeś, że Lekko Stronniczy to była kreacja, która mocno ci ciążyła?

Jasne, że to była kreacja. Mówiłem o tym w „Jak Zostać YouTuberem Cz. 1”. To był w ogóle odcinek, który mocno pozmieniał mi w głowie dopiero po jego publikacji. Może to nie była jakaś wielka maska, że zupełnie nie byłem to ja, ale zdaję sobie sprawę, że była to moja kreacja.

Uważasz, że zaczęło Cię to meczyć? Czy to było wypalenie tego duetu?

Tak, mnie to już po prostu męczyło. Ale to nie było tak, że zbliżał się tysięczny odcinek, a ja dopiero wtedy poczułem, że to już nie to. To zaczęło mnie męczyć znacznie wcześniej. Ale jak mężczyzna daje słowo, że robi tysiąc, to tak właśnie robi. I tyle.

Jakby co to te przyciski podają dalej:

*a jak korzystasz z AdBlocka to w ogóle ich nie widzisz